jdjdjd

Wczoraj w Polsce ruszył sezon sumowy!

Ja swój sezon zaczynam dużo wcześniej we Włoszech. Analizując adekwatne okresy wiosenne 2014 i 2015 stwierdzam, że nie ma dwóch takich samych okresów sumowych.

W ubiegłym roku swój sezon tradycyjnie zacząłem od włoskiej rzeki PO.

Przez pięć dni pobytu złowiłem trzy sumy o łącznej długości ponad 700 cm.

Idąc za ciosem początkiem tego roku miałem zaplanowane cztery wyjazdy wiosenne w te same miejsca. Pierwszy wyjazd przyniósł nam małego suma.  Jednak dla Jurka, mojego klienta była to życiówka.

Wracając do Polski myślałem, co poszło nie tak. Być może winną była wysoka woda, niskie temperatury. Analizowałem szczegół po szczególe i stwierdziłem, że kolejny wyjazd musi przynieść oczekiwane efekty.

W połowie kwietnia wyruszyłem na kolejną wyprawę. Załoga była zwarta i gotowa do działania. Wypłynęliśmy na rzekę, która w zastraszającym tempie zamieniła się w błotnistą lawinę, co nie ułatwiało nam łowienia. Niestety żywioł w nocy dał nam się we znaki kompletnie zalewając  obozowisko. Kiedy ogarnęliśmy pobojowisko znowu wyruszyliśmy na łowy.

Kolejny dzień i kolejne zero. Wyprawa upływała nam na roztrząsaniu powodów, dlaczego sumy nie biorą tak jak w zeszłym roku. Wróciliśmy do Polski mając na koncie 90 cm sandacza i małego sumika oraz dwa hole dużych sumów, które szybko się wypięły.

Kolejna wyprawa na rzekę PO i kolejne nadzieje. Była połowa maja i tym razem nie rozbiliśmy już obozowiska w lesie tylko nocowaliśmy na campie u znajomego. Wieczorne rozmowy z wytrawnym wędkarzem zobrazowały nam całą wiosenną sytuację na włoskiej rzece. Ta wiosna była niesamowicie kapryśna zarówno pod względem pogody jak i żerowania ryb. Nie jesteśmy jedynymi wędkarzami, którzy obeszli się smakiem…

Stwierdziłem jednak, że nie wszystko jest stracone i zabrałem moich klientów na polowanie na tuńczyki. Łowienie, a tak naprawdę polowanie na te ryby jest niesamowitym przeżyciem. Namierzenie tego gatunku nie jest trudne, natomiast sama technika rzucania i prowadzenia przynęt to już zupełnie inna historia. Kilka razy widzieliśmy piękne ławice, ale ryby nie były zainteresowane. W momencie kiedy już zawijaliśmy się do brzegu kolega wykonał ostatni rzut w miejsce, które mu wskazałem….i udało się. Siła uderzenia była ogromna. Sam hol trwał ok 10 minut i liczyliśmy na to, że jednak uda nam się go wciągnąć na łódkę. Rzeczywistość była inna. Tuńczyk to niesamowicie godny przeciwnik i nie poddaje się tak łatwo. Ryba wypięła się, ale emocje towarzyszące całej akcji były bezcenne. Koniec końców wróciliśmy z Włoch z pięknymi sandaczami, ale bez sumów.

Kolejna wyprawa z końcem maja. Znowu pełni nadziei i chęci ruszyliśmy na połów rzecznych potworów.

Pogoda była w kratkę, na zmianę deszcz i intensywne burze. Mój klient Romek jest wędkarzem z doświadczeniem i wie, że na pogodę nie ma mocnych. Pierwszego dnia wypłynęliśmy dopiero późnym popołudniem. Dzień skończyliśmy na zero. Bez brań. Echosonda też nic pokazała.

Wieczory upływały na analizowaniu miejsc, temperatury i innych czynników mogących mieć wpływ na brak ryb. Obok nas na campie były ekipy z całej Europy i wszyscy byli w tej samej sytuacji.

Wyjazd zakończyliśmy z jednym 180 cm sumem na koncie.

Będąc cały czas w kontakcie ze znajomym, który prowadzi camp we Włoszech  wiem, że nasza ostatnia ryba jest jedną z niewielu złowionych w ostatnim czasie na rzece PO. Porównując moje wszystkie wyprawy wiem, że najważniejszą cechą przy łowieniu sumów jest pokora. Pomimo rzetelnego przygotowania i wiedzy na temat tej ryby zdarzą się wyjazdy, na których nic ekscytującego poza zalanym obozowiskiem się nie wydarzy.

Teraz zaczyna się sezon sumowy w Polsce. W naszym kraju są miejsca, gdzie występują naprawdę duże sztuki, ale pamiętajmy, żeby zawsze po złowieniu ryba wracała cała i zdrowa do swojego środowiska naturalnego!

DSC_0015

Wszystkim sumiarzom życzę udanego sezonu! Oby był lepszy niż ten we Włoszech!

Pozdrawiam Tomasz Kurnik.